Jesteś tutaj

Strategia Akcji Skoncentrowanych - styczeń 2017

10.02.2017
Błażej Bogdziewicz

Błażej Bogdziewicz

Strategia Akcji Skoncentrowanych odnotowała w styczniu br. wzrost o 0,56% wobec wzrostu benchmarku w tym okresie o 1,45%. Stopa zwrotu za ostatnie 12 miesięcy wyniosła 18,56%, podczas gdy benchmark w tym czasie wzrósł o 12,87%. Pozytywny wynik względem benchmarku wynikał m.in. z dywersyfikacji branżowej i z wyboru rozsądnie wycenianych spółek z sektorów, w których obserwujemy mocne i pozytywne trendy, czyli na przykład nowe technologie i e-commerce. 

 

Rok 2017 zaczął się dość niezwykle. Otóż chińscy oficjele, będący jednocześnie prominentnymi członkami Komunistycznej Partii Chin, z chińskim prezydentem Xi Jingpingiem na czele, uznali za stosowne zostać adwokatami wolnego rynku, handlu międzynarodowego oraz rządów prawa. Adresatem ich wystąpień był, choć niekoniecznie otwarcie przez nich wskazany, amerykański prezydent Donald Trump. Chiny są zaniepokojone możliwą istotną korektą polityki zagranicznej USA, w szczególności tworzeniem barier dla wolnego handlu i wolnego przepływu kapitału. Włączenie Chin do światowej gospodarki, co nastąpiło po śmierci Mao w 1976 roku, pozwoliło temu państwu osiągnąć w ciągu zaledwie 40 lat ogromny skok gospodarczy, który pozwolił na  wyjście z nędzy setkom milionów Chińczyków.

Pierwsze decyzje i wypowiedzi nowego prezydenta USA wskazują, że istotnie zamierza wprowadzić swoje wyborcze obietnice, nawet jeżeli wzbudzają one w niektórych wypadkach duże kontrowersje czy też ich wprowadzenie może okazać się niezwykle kosztowne i trudne. Symbolem kontrowersyjnych obietnic nowego prezydenta jest mur na granicy z Meksykiem, którego budowa miałaby zostać sfinansowana przez rząd Meksyku. Sam mur jest tak naprawdę symbolem ważniejszych zmian, których obawiają się Chiny. Prezydent Trump wielokrotnie wypowiadał się nieprzychylnie o handlu międzynarodowym, a od chwili sukcesu wyborczego zaczął wywierać na amerykańskie i zagraniczne firmy presję, ażeby nie inwestowali poza USA, jeżeli następnie zamierzają eksportować swoje wyroby do tego państwa. Prezydent Trump odpowiada w pewnym stopniu na potrzeby części wyborców, którzy z różnych powodów nie czują się beneficjentami ostatnich zmian w gospodarce światowej. Duża część robotników i innych pracowników straciła na konkurencji ze strony tańszych pracowników mieszkających w Meksyku czy Chinach. Dodatkowo, pracownicy są pod presją zmian technologicznych, ponieważ ich obecna praca jest i będzie zagrożona konkurencją ze strony maszyn. Co ciekawe, zmiany te są i prawdopodobnie będą wprowadzane w życie właśnie przez firmy amerykańskie, takie jak np. Alphabet (właściciel Google), Amazon, Microsoft czy Tesla. Obrana przez Trumpa droga do przywrócenia Ameryce wielkości, zdaje się zatem prowadzić w przeciwnym kierunku. Taka polityka sprawi, że Stany Zjednoczone będą dużo mniej konkurencyjne i mogą utracić swoją światową pozycję. Jeżeli prezydent Trump będzie kierował się logiką, powinien wcześniej czy później skorygować swoją politykę. Jeżeli tego nie zrobi, trudno mu będzie powtórzyć sukces wyborczy. Być może nie zdaje on sobie jeszcze w pełni sprawy z ograniczeń związanych ze sprawowaniem władzy. Wcześniej czy później zapewne się o tym przekona.

Rynki akcji były w ostatnich tygodniach pod dużym, z reguły negatywnym, wpływem wypowiedzi Trumpa. Inwestorzy, szczególnie indywidualni, są dość ostrożni. Świadczą o tym m.in. niewielkie napływy do funduszy akcyjnych (w tym ETF) oraz rosnące aktywa funduszy ETF inwestujących w VIX (miarę zmienności). W sytuacji, gdy na rynku mielibyśmy do czynienia z nagłymi spadkami cen akcji, zmienność powinna gwałtownie wzrosnąć i w takiej sytuacji inwestorzy zrealizowaliby istotne zyski. Jeśliby dać wiarę słowom sir Johna Templetona, który  mawiał, że rynki byka rodzą się w pesymizmie, rosną na sceptycyzmie, dojrzewają na optymizmie i giną w euforii, można obecną ostrożność inwestorów odczytywać pozytywnie.

Kłopoty Françoisa Fillona, kandydata francuskiej Partii Republikańskiej w zbliżających się wyborach prezydenckich, który zdaniem krytyków bezprawnie zatrudniał członków rodziny jako swoich asystentów, sprawiły, że również w Europie wzrosło ryzyko polityczne. Zapewne czarnym scenariuszem dla inwestorów byłby ewentualny sukces wyborczy Marine LePen, kandydatki Frontu Narodowego, opowiadającej się za opuszczeniem przez Francję Unii Europejskiej i Strefy Euro oraz za wprowadzeniem barier handlowych. Jest to w dalszym ciągu mało prawdopodobny scenariusz, ale z pewnością nie całkowicie niemożliwy. W jakimś stopniu rynki go uwzględniają, o czym świadczy wzrost różnicy pomiędzy rentownością francuskich i niemieckich obligacji rządowych. Dobra informacją jest fakt, że za 3 miesiące będziemy już znali nazwisko nowego prezydenta Francji. Inwestorzy będą mogli wtedy więcej uwagi poświęcić danym gospodarczym i wynikom spółek.