Jesteś tutaj

Ring Caspara. Czas, gdy matki są dumne z bezrobotnych alkoholików.

30.12.2016
Piotr Gajdziński

Piotr Przedwojski i Błażej Bogdziewicz, zarządzający Caspar TFI, próbują spojrzeć na polską gospodarkę przez różowe okulary, spierają się o repolonizację i konsekwencje rewolucji technologicznej, która pomnoży zyski firm, ale wygna na bezrobocie miliony ludzi.

 

- Wprawdzie wyniki polskiej gospodarki są najgorsze od kilku lat, ale mamy początek roku, więc nie chcę denerwować czytelników... Spójrzmy na polską gospodarkę przez różowe okulary. Znajdujecie jakieś pozytywy?

Błażej Bogdziewicz: - Bardzo wiele. Mamy dużo, naprawdę dużo firm, które świetnie sobie radzą i to nie tylko na polskim rynku, ale również na rynkach europejskich czy wręcz światowych. Symbolem globalnego sukcesu jest oczywiście CD Projekt ze swoim „Wiedźminem”, ale takich firm jest dużo więcej. Rosną inwestycje firm zachodnich w naszym kraju, mamy niskie bezrobocie, rosną płace. Polska ma też coraz lepsze warunki do prowadzenia biznesu. Nie poprawia się wprawdzie otoczenie prawne, czy system podatkowy, ale mamy nieporównywalnie lepszą infrastrukturę niż dziesięć lat temu, Polacy są coraz lepiej wykształceni, coraz więcej osób mówi po angielsku, dobrze radzimy sobie z nowoczesnymi technologiami, jesteśmy pracowici i coraz lepiej rozumiemy zasady ekonomii. Wydaje mi się wręcz, że nie do końca wykorzystujemy ogromny potencjał polskiego społeczeństwa i polskiej gospodarki, który zbudowaliśmy po 1989 roku.

Piotr Przedwojski: - Dodam do tego jeszcze dobrą, rosnącą konsumpcję. Polacy się bogacą, akumulują majątek, co będzie procentowało w przyszłości. Rzeczywiście, mamy duży potencjał i rzeczywiście zbyt słabo go jeszcze wykorzystujemy.

- Przeraża mnie, że wśród pozytywów nie dostrzegacie repolonizacji. Odbijamy „Damę z gronostajem” Leonarda da Vinci…

Piotr Przedwojski: - To bardzo dobra wiadomość.

- PZU odkupiło znaczący pakiet akcji Pekao SA, jednego z dwóch największych banków w Polsce.

Piotr Przedwojski: - Repolonizacja to piękne hasło, ale tylko hasło. Repolonizacja Pekao ma swoją cenę. Spójrzmy, jak na giełdach wyceniane są banki państwowe i prywatne. Różnica jest wyraźna, oczywiście na niekorzyść państwowych. I to mówi o tej transakcji więcej niż cała rządowa propaganda, bo inwestorzy głosują własnymi pieniędzmi. Na Pekao polskie państwo zrobiło zły interes, bo kiedyś sprzedało ten bank tanio, a teraz drogo odkupiło. Póki co Track record całej tej transakcji jest tragiczny. Wyliczenia stopy zwrotu z uwzględnieniem kosztu kapitału i wypłaconych dywidend nie widziałem.

Błażej Bogdziewicz: - Gorsza wycena banków państwowych niż prywatnych jest prawidłowością na całym świecie.

Piotr Przedwojski: - Najwyraźniej państwo zawsze źle zarządza bankami. Nie tylko zresztą bankami, wszystkimi firmami.

Błażej Bogdziewicz: - Repolonizacja jest fajna, ale upaństwowienie jest już bardzo niefajne. Gdyby Pekao kupił polski rynek kapitałowy, skakałbym z radości. Ale tak się nie stało. Państwo nie jest dobrym właścicielem – ani polskie, ani rosyjskie, ani francuskie, czy amerykańskie.

Piotr Przedwojski: - Ani chińskie.

- Przypominam, że prosiłem o optymistyczne spojrzenie. A jest wiele dobrych informacji. Okazuje się, że zagraniczni inwestorzy wystawiają Polsce bardzo wysoką ocenę – w pięciopunktowej skali uzyskaliśmy aż 3,7 punktów.

Błażej Bogdziewicz: - Świetnie. To jest to, o czym mówiłem na początku. Polska staje się dla firm zagranicznych coraz atrakcyjniejsza. To cieszy.

Piotr Przedwojski: - Łyżka dziegciu – zagraniczne koncerny za inwestowanie w Polsce uzyskują pomoc rządową, na przykład Mercedes dostał ostatnio 80 mln zł. A polskie firmy? Należałoby się zastanowić, czy rzeczywiście wsparcie dla zagranicznych inwestycji jest jeszcze potrzebne. Wsparcie powinno być równe dla wszystkich, niezależnie od pochodzenia kapitału, a nie selektywne, bo polskie firmy chyba na tym tracą, choćby z tego tytułu, że są mniejsze.

Błażej Bogdziewicz: - Tym bardziej, że wielkie koncerny łatwiej sobie radzą na przykład ze skomplikowanymi przepisami podatkowymi, co nadal jest zmorą wszystkich działających w Polsce firm. Globalne koncerny stać na zatrudnienie armii prawników, dla mniejszych jest to w praktyce nieosiągalne.

Piotr Przedwojski: - Dane wskazują, że w tym roku inwestycje polskich firm prywatnych spadają, a zagranicznych rosną. Przyczyn zapewne jest wiele, ale może jedną z nich jest to, że klimat dla inwestycji zagranicznych i polskich jest różny. Jedna uwaga dotycząca inwestycji. W Polsce różnica między wykorzystaniem mocy produkcyjnych a inwestycjami jest najwyższa od kryzysu. Rosną płace. Każdy z tych czynników powinien powodować wzrost inwestycji. A dzieje się odwrotnie. I cisza. Ta cisza jest ogłuszająca. Nawet opozycja o tym milczy. A przecież miało być inaczej.

Błażej Bogdziewicz: - Trzeba się cieszyć, że zagraniczne koncerny inwestują w naszym kraju. Ale przy tej okazji warto też podkreślić, że warunki prowadzenia biznesu dla małych i średnich firm są w Polsce bardzo trudne. Tu nic się, niestety, od lat nie zmieniło.

- Kończy się szalony rok. Rollercoaster, którego wyznacznikami była decyzja Brytyjczyków o wyjściu z Unii Europejskiej i wybór Donalda Trumpa. Wieszczono Armagedon, który miał dotknąć rynki finansowe, tymczasem giełdy kończą rok z dobrymi wynikami.

Błażej Bogdziewicz: - Akcje urosły, inwestorzy mogą być zadowoleni. Ale z kolei właściciele obligacji czy funduszy dłużnych nie będą tego roku wspominali najlepiej.

Piotr Przedwojski: - Po pierwsze, w tym roku polityka wróciła. Nie pamiętam, kiedy ostatnio wywierała ona tak przemożny wpływ na rynek kapitałowy. Odezwali się wyborcy, którzy nie są zadowoleni z tego, co się w ich krajach dzieje. Ci ludzie poczuli swoją siłę i tak łatwo z niej nie zrezygnują. Politycy muszą się zacząć z nimi liczyć. Tak będzie również w nadchodzących latach.

- Dużym pozytywem jest spadające bezrobocie. W Polsce, ale nie tylko u nas, coraz mniej ludzi pozostaje bez pracy.

Błażej Bogdziewicz: - Z tym mam problem. Bo oczywiście niższe bezrobocie jest zjawiskiem ze wszech miar pozytywnym, ale pytanie, jak długo to potrwa. Stoimy u progu kolejnej rewolucji technologicznej, która w najbliższych latach obejmie wszystkie dziedziny życia, w tym również przemysł i usługi. Fakty: tydzień temu Amazon po raz pierwszy dostarczył klientowi zakupy nie poprzez kuriera, ale dronem. W tym roku przez zachodnią Europę przejechał konwój złożony z kilku ciężarówek z zaledwie jednym kierowcą. Niedawno pokazano maszynę, która układa cegły lepiej i oczywiście szybciej niż człowiek. Niektórzy eksperci są zdania, że wkrótce w centralach banków będzie można zwolnić do 90 procent pracowników, bo ich pracę przejmą komputery. To się będzie nasilało. Patrząc od strony ekonomicznej, robotyzacja i digitalizacja będzie miała bardzo pozytywny wpływ na firmy, bo spowoduje gigantyczny wzrost wydajności. Firmy zaczną lawinowo obniżać koszty działalności i w efekcie lepiej zarabiać. Ale konsekwencją będą masowe zwolnienia pracowników. Najbardziej odczują to ludzie najsłabiej wykształceni, najmniej mobilni, mało elastyczni, którzy będą mieli ogromne kłopoty ze znalezieniem pracy. Powiem brutalnie – dla takich ludzi nie ma wielkiej nadziei na wzrost zarobków. Ekonomicznie przegrają. I to będzie miało ogromne konsekwencje – w Stanach Zjednoczonych niedawno uruchomiono sklep, w którym nie ma kasjerów, klient płaci za zakupy sam, przy pomocy telefonu komórkowego.

Piotr Przedwojski: - A kasjerzy to druga najliczniejsza w Stanach Zjednoczonych grupa zawodowa, liczy 3,5 mln osób. Wkrótce mogą przestać być potrzebni. Zaraz za nimi są kierowcy ciężarówek, więc jeśli samochody ciężarowe zaczną jeździć bez kierowców – a zaczną bez wątpienia – to oni także przestaną być potrzebni.

Błażej Bogdziewicz: - Robotyzacja wchodzi nawet do restauracji, w McDonald już wkrótce burgery będą przygotowywane przez maszyny. Część ludzi oczywiście pozostanie i oni będą zarabiali lepiej niż do tej pory. Ale co z pozostałymi?

Piotr Przedwojski: - Zwróćcie uwagę, że politycy o tym milczą, a problem zaczyna być palący. Pamiętajmy, że ci zwalniani z pracy ludzie, którzy będą mieli drastycznie ograniczone możliwości znalezienia innego, płatnego zajęcia, to także wyborcy. Bardzo niezadowoleni wyborcy. Coś trzeba będzie im zaoferować. Co? Po prostu trzeba będzie im płacić za samo istnienie. Błażej przytomnie zauważył, że program 500+ to wariant tego pomysłu.

Błażej Bogdziewicz: - Kraje, które będą z tą nową rewolucją technologiczną walczyły, przegrają. Ich gospodarki staną się skrajnie nieefektywne i zostaną zepchnięte na głębokie peryferie. Trzeba więc robić wszystko, aby w tych procesach partycypować. Trzeba pozwolić firmom na zwolnienia pracowników, trzeba uelastycznić prawo pracy. W tych krajach, w których to prawo będzie sztywne, firmy nie będą inwestowały w najnowocześniejsze technologie i zaczną odpadać od peletonu, a ten peleton będzie się coraz szybciej rozpędzał i w pewnym momencie będzie już nie do doścignięcia.

- Tym ważniejszym obowiązkiem państwa jest inwestowanie w nowoczesną edukację.

Błażej Bogdziewicz: - Dokładnie. Polska edukacja wygląda jak na razie dobrze.

- Pytanie, czy będzie równie dobrze wyglądała za kilka lat, po wdrożeniu reformy minister Zalewskiej.

Błażej Bogdziewicz: - Ważniejsze od struktury szkolnictwa będą programy. A tu na razie niewiele można powiedzieć. Jedno mnie jednak niepokoi – jak rozumiem, po reformie absolwenci szkoły podstawowej, którzy pójdą do zawodówek, będą mieli o rok skróconą edukację. To źle.

Piotr Przedwojski: - Ta reforma wydaje mi się totalnym nieporozumieniem. Skoro z międzynarodowych testów PISA wynika, że polscy uczniowie są w europejskiej czołówce, to po co wszystko wywracać do góry nogami? Moim zdaniem prawdziwy problem polskiej edukacji nie dotyczy gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych, ale wyższych uczelni. Bo skoro w badaniach nasi uczniowie wypadają tak dobrze, to dlaczego w pierwszej pięćsetce najlepszych uczelni na świecie nie ma chyba żadnego polskiego uniwersytetu? Czy w Polsce nadal jest tak, jak w starym dowcipie – studia to jedyny okres, gdy jesteś bezrobotnym alkoholikiem, a matka jest z ciebie dumna?

 

Fundusze inwestycyjne